RSS
 

symfonia niedokończona

21 gru

Nie rozumiem dlaczego
Kazdy twór musi byc tworem
okupionym znaczeniem
symbolizmem
nostalgicznym rzygiem.

Nie rozumiem dlaczego
tak kocham kaligrafię
każda literka
musi byc doskonała
zakonczona zamaszystym zakrętasem.

Nie rozumiem dlaczego
wszystko ma miec sens i miejsce
w odpowiednim rejestrze
w swiecie gdzie przecież tylko
Syzyf i kamien.

Nie rozumiem dlaczego
ciagle porzadkuję i układam
ziarnko za ziarnkiem
z jednej gory piasku
w druga.

Nie rozumiem dlaczego
nie potrafię nie zapłacić
nie okupić.
Dusze sprawiedliwie rozdaję,
jak talię kart.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czerwony pokój

09 gru

Bezpieczne miejsce w mojej głowie
Pluszowa czerwona ciemnośc
Scieżki w różnych wymiarach prowadzące do nikąd
Biję się ze swoimi myślami jak w walce na poduszki
Bezczas, nieznośna lekkość, zakaz osądzania
Myśl rozrasta się jak grzyb.

Bezpieczne miejsce w mojej głowie
Zaciszna pluszowa chatka
Zdejmuję buty w przedpokoju
Nie kwestionuję organicznych kształtów
Wreszcie mogę dac odpocząć styranym mięśniom oczekiwań
Myśl pochłania materię jak czarna dziura.

Bezpieczne miejsce w mojej głowie
Już się nie boje ciemności piwnicy
Króluje sztuka niedopowiedzenia i nieskończenia
Zmiana, ciągła fala, przypływy i odpływy
Nic na stałe, nie przyzwyczajaj się
Myśl ze smakiem zjada własny ogon.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kino

07 sie

z dala od ocen i zanieczyszczeń
moja interpretacja jest jedyną i sluszną
za każdym razem inna
ale zawsze tak samo genialnie trafna

łzy wzruszenia i smarki smiechu
rozplyną sie w wybaczajacej ciemnosci
jak łzy w deszczu

Pielgrzymki do kościola mojego
gdzie transfuzja fikcjonalnego
szczęscia nieszczęscia
na powrót pompuje we mnie kształt

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zen kopalnianego konia

28 maj

Wstydliwy kochanek miłości
Znawca pożegnań
Doktorant odpuszczania
Był drugim który wstrzymal słońce, ruszył ziemię.

Rzetelny badacz,
Z oddaniem i pasją jak u dziecka
Rozrysowal nowe mapy
Bez pomocy technologii,
Bez sensu.

Piątkowy komediant
Sobotni płaczek
Wszystko w towarzystwie przyjaznej wódki,
Uwieńczone zamaszystym skokiem w pluszowy kokon łóżka.

Wstydliwy kochanek miłości
Wojownik z waty
Ze smakiem pożarł nawet ostatni rozum.

Koneser rezygnacji
Pasjonat umęczenia
Orędownik nowych religii
Dumnie nie zasługujący.

Odnalazł spokoj w byciu koniem
Odnalazł spokój w rytmie koła
Odnalazł spokój w rutynie chaosu

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

where do I fall?

15 kwi

soundtrack: FRONT LINE ASSEMBLY – GHOSTS

(dokumentacja pewnego trudnego okresu)

Cichy, stary dom. Pochlania mnie jak miekka macica. Wieczne spadanie, ale bez uderzania o dno. Przyzwyczajam sie do spadania. Normalna twarz musze wymienic na tragiczna maske gdy tylko przestepuje prog.

Cichy dom, ale cisza jest miekka. Taka wsiakajaca w stare dywany, drewno, skrzypiaca podloge i tykanie zegara. Siedze na fotelu i spadam. Ide za cichym szeptem, jak dzieci w bajce w ciemnym lesie, po okruchach chleba. Jest ciemno i mokro, pregi na pomarszczonych policzkach. Jest szept, jest sopran, wilgotne oczy w ciemnosci, obraz slonecznika gdzies w oddali na ktorym skupiam sie jako na obcym elemencie, ktory ma zapewnic mi bezpieczenstwo. Obraz slonecznika na zawsze wyryty w moim mozgu.

Ziarenko za ziarenkiem i otwieranie pudelek, w ktorych sa pudelka. Nie ma puzzli i nie ma kompasu. Jest dziecko, zawsze bylo i bedzie. I zrozumialam: nie nagle, ale uroslo to we mnie, ze nagle stalo sie jasne i tak bardzo proste.

Nie ma potrzeby okruchow i nie ma potrzeby wydostania sie z lasu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

caution: wet paint

02 kwi

building
the church of me

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

poradnik z googla (bez obrazkow)

13 lut

Wiadro emocji. Niesiesz, ciężkie. Ulewa się, przelewa. śmierdzi. Powstrzymaj, zatrzymaj, utknij, zabandażuj. Nie wolno, nie ładnie, nie pokazuj. Za dużo, za bardzo, za brzydko, niesymetrycznie i dysonansowo. Wciągnij, utknij, zwiń, przyduś. Co robisz, gdzie leziesz, pac w rękę, ćwe, fuj. Węże, robale, flaki, wyłażą, ulewają się, ale utknij i przyduś, przymaluj szminką. Zachowaj ramki ciała i duszy, przyklep wybrzuszenia, nie pozwól na zbyt wielkie odstępstwo od normy. Inaczej cisza, głuche ucho, więdniecie i szron wszędzie gdzie tylko spojrzysz. Uderz, przybij, odetnij, odrąb. Przyduś poduszką aż przestanie się ruszać.

Powtarzaj jak wariat, aż do skutku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

testament

21 sty

Zmarnowanego czasu na wage. All you can eat.
Zastygnięte w usmiechu chemicznym gęby z niezdrowym rumiencem.
Kolekcja momentów przejrzana tak dogłębnie, ze ich realnosc wyblakla, a w głowie wytworzył się film o lepszej, innej mnie.
Warstwy odurzenia, ktore narosły jak guzy na ciele i psychice.
Załosne pustaki z rozbieżnym zezem zdradzajacym dziurę w duszy, jak skorupy siedza przyklejone do moich ramion.
Duchy z przeszłosci, ktorych talentem jest bywanie duchami terazniejszosci.
Gorzkie żale. Stacje drogi krzyzowej, padanie na kolana tak głosne, ze odbija się echem, ktore nigdy nie milknie.
Zimne poty wsiakniete w zmiętolona posciel.
Smutny pokój, zdradzajacy wiecej niz kilometrowe eseje.
Nadzieje fruwajace jak robaczki swietojanskie.
Pożółkły portret Piotrusia Pana.
Litania obelg i tortur dla jedynego dziecka, jedynego towarzysza.
Zapuchnięte oko z tynkiem miliona cieni, ktore mialy cos zmienic.
Pętelki mysli, pętelki piosenek, złote strzały poezji.

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapiski z pola bitwy

19 gru

Słabostki, demony, głosy z przeszlosci, jak maciupenkie sępy skrzyzowane z trollami. Siedza na galęziach, bardzo wysokich galęziach, daleko we mgle. Sa małe i słabe ale przez lata ewolucji wyksztalcil sie im niezwykle ostry i przenikliwy wzrok. widza wszystko, kazdy upadek, potknięcie. kiedy tylko zachyboczesz się, sfruwaja na nizsze galęzie. swoim stopniowym zstepowaniem odbywaja godowy taniec dumy i triumfu. Sa do ciebie przywiozane niewidzialnymi, a jednak mocnymi nitkami, wiec nie martwia sie tak bardzo o przetrwanie. Wiedza tylko, ze musza uzbroic sie w cierpliwosc. Dlatego ich ciałka sa małe i wysuszone, jak rodzynki. nauczyły sie hibernowac, płomyk w srodku mały i niebieski, ale niezłomny.

dzis sie potknęłam i uslyszalam głosny, szydzacy glos. zostało mi objawione kim jestem i czego powinnam sie spodziewac. Prawda zostala mi dana, ołtarz zbudowany, klecznik przygotowany.

wiem, ze dzisiejszy dzien bedzie proba przedarcia sie przez morze sępow.
ale pojdę i przejdę, a z nich uczynię swoja armię.

***

dzisiejsza noc meczarni byla kilkoma krokami do tylu. Budzenie sie co poł godziny, proba ujarzmienia obsesyjnych mysli, wyplywajacych na powierzchnie jak zołte gumowe kaczki, ktorych za chuja nie da sie utopic. przypomnialo mi o demonach, ktore juz dawno nie meczyly mnie tak, były spokojniejsze i mniejsze.

kluczem jest swiadomosc, ze nie zamordujemy demonow. Musimy je lepiej ululac by rzadziej wychodzily z piwnicy. Zaprzyjaznic sie z nimi, załozyc smycze i rozowe obrzozki z dzwoneczkami.

***

wielkie jezioro tuz za sciana. Jest pokoj, meble, porzadek. Ale za cienka sciana z dykty jest wielki las i wielkie jezioro, tuz obok mnie. Przez cienka sciane słysze przestrzen, wode, sichy szum drzew, matowa cisze ziemi. Chce tam byc, tak blisko, tak slodko, tak znajomo. Skoczyc na głowke. Poczuc jak wszystko mnie pochlania, odbierajac wszelka nadzieję, odbierajac przymus pionu. Zanurzyc sie, poddac, czuc te emocje zza dykty. zanurzanie sie w te wode obmywa mnie z przymusu i wysilku. Orgazmiczna saturacja. wreszcie jestem wolna, wreszcie na wieki moge zastygnac w tej emocji, ktora zawsze, od zawsze starala sie mnie dogonic.

***

Wygrana.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

żywica i miasto mroku

01 gru

godziny gorzkie bez godów
czarny druk na pożółkłych stronicach
jakby ze stromych schodów
spływała w mroku żywica

(…)

niebo sine niebo szare
domy szare domy sine
beznamiętnym obszarem
to niebo to miasto rodzinne

tylko myśli się miłość żywą
w myśli na bruku się klęka
naprawdę złotą niwą
faluje tylko piosenka

sen życie ujął
osłoda sen ciężki a nieważki
piękne zjawy sennie kołują
w krwawych ciemnościach czaszki (…)

fragmenty wiersza Jozefa Czechowicza „ELEGIA UŚPIENIA”

Czas jest jak smoła. Czas jest jak żywica. Wszystko jest matowe, nie odbija światła. Wszystko jest bez ruchu i ciche. Czarno białe i w wysokiej rozdzielczości . Zima w dolinie Muminków. Bezruch i zagrzebanie w piasku. Niemożność ruchu, oblepienie, obciążenie, sznureczki ukotwiczajace każda komórkę. Nie ma wiatru i szumu drzew. Nie ma tekstur i kształtów. Nie ma impresjonizmu, interpretacji, zastanowienia nad tym co może autor miał na myśli. Nie ma wyższej myśli, są small talki, karmienie, wysadzanie, przewalanie. Są dwa płuca, dużo komórek i kloaka. Duże dziecko które trzeba karmić i czyścić, łańcuchy komórek narastających jak guz. Wszystko wisi w bezdźwięku i bezruchu.

Legenda glosi, ze przyjdą wiatry, wynalazcy, i perpetum mobile, wiec czekam, hibernujac.

Co to jest sto czy dwieście lat.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS